Ten drugi
Książę Harry — Autobiografie

Umó­wi­li­śmy się na spo­tka­nie kilka go­dzin po po­grze­bie. W ogro­dach Frog­more, przy sta­rej go­tyc­kiej ru­inie. By­łem pierw­szy.

Ro­zej­rza­łem się; nie zo­ba­czy­łem ni­kogo.

Spraw­dzi­łem ko­mórkę. Żad­nego ese­mesa, żad­nej poczty gło­so­wej.

Pew­nie się spóź­nią, po­my­śla­łem i opar­łem się o ka­mienny mu­rek.

Odło­ży­łem te­le­fon i po­wie­dzia­łem so­bie: spo­koj­nie.

Po­goda była kla­sycz­nie kwiet­niowa. Ni to zima, ni wio­sna. Drzewa były na­gie, ale po­wie­trze – ła­godne. Niebo szare, ale tu­li­pany kwi­tły. Świa­tło blade, ale me­an­dru­jący przez ogrody ciem­no­nie­bie­ski staw błysz­czał.

Ja­kie to wszystko jest piękne, po­my­śla­łem. I ja­kie smutne.

Kie­dyś za­kła­da­łem, że tu bę­dzie mój dom na za­wsze. Za­miast tego oka­zało się, że to tylko ko­lejny krótki przy­sta­nek.