Ten drugi
Książę Harry — Autobiografie

Gdy moja żona i ja ucie­kli­śmy stąd w oba­wie o zdro­wie psy­chiczne i bez­pie­czeń­stwo fi­zyczne, nie by­łem pe­wien, czy kie­dy­kol­wiek tu wrócę. To był sty­czeń 2020 roku. Te­raz, po­nad rok póź­niej, by­łem tu kilka dni po prze­bu­dze­niu się, zo­ba­cze­niu na te­le­fo­nie trzy­dzie­stu dwóch nie­ode­bra­nych po­łą­czeń i od­by­ciu krót­kiej, przy­pra­wia­ją­cej o ko­ła­ta­nie serca roz­mowy z bab­cią:

– Harry... dzia­dek od­szedł.

Za­częło wiać i zro­biło się chłod­niej. Zgar­bi­łem się, po­tar­łem ra­miona, po­czu­łem, jak cienka jest moja biała ko­szula. Ża­ło­wa­łem, że nie prze­bra­łem się po po­grze­bie i że nie wzią­łem ze sobą płasz­cza. Od­wró­ci­łem się ple­cami do wia­tru i mój wzrok padł na go­tyc­kie ru­iny, które tak na­prawdę nie były bar­dziej go­tyc­kie niż ka­ru­zela Mil­len­nium Wheel. Zmyślna ar­chi­tek­tura, sce­no­gra­fia te­atralna. Jak tyle in­nych rze­czy wo­kół, po­my­śla­łem.

Z ka­mien­nego murka prze­mie­ści­łem się na drew­nianą ła­weczkę. Usia­dłem, po­now­nie spraw­dzi­łem te­le­fon, spoj­rza­łem wzdłuż ogro­do­wej ścieżki.

Gdzie oni są?