Umówiliśmy się na spotkanie kilka godzin po pogrzebie. W ogrodach Frogmore, przy starej gotyckiej ruinie. Byłem pierwszy.
Rozejrzałem się; nie zobaczyłem nikogo.
Sprawdziłem komórkę. Żadnego esemesa, żadnej poczty głosowej.
Pewnie się spóźnią, pomyślałem i oparłem się o kamienny murek.
Odłożyłem telefon i powiedziałem sobie: spokojnie.
Pogoda była klasycznie kwietniowa. Ni to zima, ni wiosna. Drzewa były nagie, ale powietrze – łagodne. Niebo szare, ale tulipany kwitły. Światło blade, ale meandrujący przez ogrody ciemnoniebieski staw błyszczał.
Jakie to wszystko jest piękne, pomyślałem. I jakie smutne.
Kiedyś zakładałem, że tu będzie mój dom na zawsze. Zamiast tego okazało się, że to tylko kolejny krótki przystanek.