– Wchodzi mi tu pan przed dwunastą, bezprawnie anektuje krzesło, a w dodatku ociąga się pan z powiedzeniem czegokolwiek sensownego gorzej niż sędziowie z publikacją oświadczeń majątkowych. Nie mam czasu na takie bzdury.
– To żadna bzdura. A sprawa może dotyczyć pani znajomego – odparł stanowczo Rafał i nachylił się w stronę biurka. – Mam na myśli tego aplikanta, którego zamierza pani wybronić.
Chyłka zmarszczyła czoło. Tego się nie spodziewała.
– W jaki sposób ma go niby dotyczyć? – spytała.
– Zdradzę to za chwilę, na razie proszę mnie posłuchać…
– Słucham cały czas. Z coraz większą niechęcią.
Wyprostował się i wciągnął lekko brzuch, jakby dopiero teraz się zorientował, że szwy mogą nie wytrzymać.
– Pacjentka zapisała mi między innymi nieruchomość na Rakowcu, przy Grójeckiej.
– Gratuluję. Blisko ogródków działkowych?
– Właściwie…
– To nie było pytanie, ale ponaglenie.
– Rozumiem – odbąknął Kranz. Sprawiał wrażenie, jakby rzeczywiście zrozumiał. – Nieruchomość jest niewielka, w dodatku całkowicie zaniedbana i zarośnięta. Jak wiele podobnych budynków w tamtym rejonie. Nic szczególnego, ale… ale to, co zobaczyłem w środku… – Zawiesił głos i potrząsnął głową. – Znajdują się tam zwłoki.