Chyłka wypuściła dym w jego kierunku, mrużąc oczy. Kaszlnęła cicho, czekając na ciąg dalszy, Kranz jednak się nie odzywał.
– Znalazł pan sztywniaka na posesji?
Skinął głową w milczeniu.
– To ci dopiero bonus.
– Zwłoki są w zaawansowanym stanie rozkładu – dodał, jakby nie usłyszał komentarza. – Nie sposób powiedzieć nawet, jakiej są płci ani jak długo tam leżą. Na miejscu jest mnóstwo robactwa, much i…
– I wszystko to teraz należy do pana. Jeszcze raz gratuluję – odparła pod nosem Joanna. – Na czym polega problem?
– Żartuje pani?
– Znalazł pan nieboszczyka, to się zdarza. Do czego potrzebny panu adwokat? I jaki to ma rzekomo związek z Zordonem?
– Nie rozumie pani…
– Nie, nie rozumiem.
– Zacząłem sprawdzać ten budynek, szukając czegoś, co pomogłoby mi zrozumieć, o co tutaj chodzi.
– To niespecjalnie dobry pomysł, ale właściwie co kto lubi. Znam takich, co to nawet doktoraty robią z entomologii. Analizują żer gnilików, larw muchówek, grabarzy, szubaków…
– Nie ruszałem zwłok.
– W takim razie nie ma na nich pańskich odcisków palców. Czym się pan przejmuje, do cholery?
– Tym, co znalazłem w jednej ze spróchniałych szuflad.
– Czyli?