Testament
Remigiusz Mróz — Kryminały

Chyłka wypuściła dym w jego kierunku, mrużąc oczy. Kaszlnęła cicho, czekając na ciąg dalszy, Kranz jednak się nie odzywał.

– Znalazł pan sztywniaka na posesji?

Skinął głową w milczeniu.

– To ci dopiero bonus.

– Zwłoki są w zaawansowanym stanie rozkładu – dodał, jakby nie usłyszał komentarza. – Nie sposób powiedzieć nawet, jakiej są płci ani jak długo tam leżą. Na miejscu jest mnóstwo robactwa, much i…

– I wszystko to teraz należy do pana. Jeszcze raz gratuluję – odparła pod nosem Joanna. – Na czym polega problem?

– Żartuje pani?

– Znalazł pan nieboszczyka, to się zdarza. Do czego potrzebny panu adwokat? I jaki to ma rzekomo związek z Zordonem?

– Nie rozumie pani…

– Nie, nie rozumiem.

– Zacząłem sprawdzać ten budynek, szukając czegoś, co pomogłoby mi zrozumieć, o co tutaj chodzi.

– To niespecjalnie dobry pomysł, ale właściwie co kto lubi. Znam takich, co to nawet doktoraty robią z entomologii. Analizują żer gnilików, larw muchówek, grabarzy, szubaków…

– Nie ruszałem zwłok.

– W takim razie nie ma na nich pańskich odcisków palców. Czym się pan przejmuje, do cholery?

– Tym, co znalazłem w jednej ze spróchniałych szuflad.

– Czyli?