Słowa z czasem raniły jednak coraz mniej, aż stały się zbyt ciche, by dłużej sprawiać ból.
– To urocze, że tak bardzo się o mnie troszczysz, Meredith. – Fallon zabrała blondynce alkohol. – Ale następnym razem trzymaj ręce przy sobie i nie dotykaj czegoś, co nie jest i nigdy nie będzie twoje.
Meredith posłała jej mordercze spojrzenie, najwyraźniej odnajdując w tych słowach głębsze znaczenie. Choć wyglądała na głupią, wcale taka nie była.
– Nie stój tutaj za długo. – Chwyciła kubek z whisky pana Emersona. – Chyba nie chcesz przegapić wygranej swojego chłopaka, prawda? – rzuciła przez ramię, a jej idealnie białe zęby błysnęły, gdy usta ułożyły się w nieco zbyt szeroki uśmiech.
Helling zmarszczyła brwi i nie potrafiąc zignorować nagłego uczucia niepokoju, ruszyła za Meredith, która poprowadziła ją do salonu, gdzie wokół stołu zgromadziło się jeszcze więcej osób.
Teraz miejsce poprzedniej dwójki zajmowali Taylor i Nick.
– Cholera – mruknęła, uświadamiając sobie, że to nie mogło dobrze się skończyć.