Kącik ust Christiana drgnął ku górze, a jego wzrok przesunął się w dół. Fallon poczuła ciężar spojrzenia zielonych oczu Emersona najpierw na dekolcie, a potem na nagich udach, pomiędzy którymi trzymała zmarznięte dłonie.
– Prześpij się ze mną. – Zanim dziewczyna zdołała przełknąć zaskoczenie i nagłe uczucie niepokoju, Christian krótko się zaśmiał i znowu skupił się na drodze. – Żartuję. Nie interesują mnie dzieci.
– Nie jestem dzieckiem. – Szybko ugryzła się w język.
Christian był od niej o trzynaście lat starszy, ale fakt, że patrzył na nią jak na dzieciaka, ani trochę jej się nie podobał.
– To twój brat. – Nie odpuszczała. – Wiesz, że dzisiaj są jego urodziny?
Emerson nie odpowiedział, a jego twarz nie zdradzała, czy ta wiadomość go zaskoczyła. Był niczym betonowa ściana.
– Mógłbyś ten jeden raz po prostu… stanąć po jego stronie?
– Mój brat musi brać odpowiedzialność za swoje czyny. W innym wypadku do końca życia będzie jedynie rozwydrzonym dzieciakiem, który potrafi myśleć tylko o jednym.
– Twierdzisz, że robisz to dla jego dobra?
– A ty sądzisz, że…
– Niedobrze mi – wybełkotała, czując gwałtowne mdłości.
Christian oderwał wzrok od drogi.
– Chyba będę wymiotować – dodała.
– Teraz?