– Mhm. – Zdołała skinąć głową.
Samochód gwałtownie skręcił i zatrzymał się na poboczu.
Fallon w ciemności odnalazła klamkę, otworzyła drzwi i zdołała w ostatniej chwili chwycić się karoserii, nim mocniej zakręciło jej się w głowie. Czuła ciężar wypitego drinka na żołądku, a teraz również w gardle.
Odeszła kilka kroków w kierunku drzewa, zanim mdłości w końcu stały się nie do zniesienia i zwymiotowała. Od rana nie zjadła zbyt wiele, więc już po chwili jej żołądek był zupełnie pusty.
Wyprostowała się, czując w ustach smak tequili. Czuła się tak, jakby wypiła kolejny kieliszek. Właśnie dlatego nigdy nie sięgała po alkohol – miała tak słabą głowę, że nawet niewielka jego ilość była w stanie ją pokonać.
Wytarła usta wierzchem ręki i odwróciła się w kierunku Emersona, który w czasie, gdy ona pozbywała się zawartości żołądka, zdążył wysiąść z auta. Teraz stał oparty o jego bok, z dłońmi w kieszeniach garniturowych spodni i z lekkim, pełnym satysfakcji uśmiechem przyklejonym do przystojnej twarzy.
Tej jednej rzeczy Helling niestety nie mogła mu odmówić – był zniewalający. Emersonowie najwidoczniej po prostu mieli to w genach. Szkoda, że empatii i życzliwości nikt im w nich nie przekazał.