Rodzice nie mieli nic przeciwko jej związkowi z Taylorem. Bardzo go polubili, ale dziewczyna wiedziała, że jego rodzina nie jest tak samo pozytywnie nastawiona w stosunku do niej. W świecie, do którego należeli Emersonowie, ktoś taki jak Fallon stanowił brzydką plamę na idealnym wizerunku.
Głos Taylora sprowadził jej myśli na właściwie miejsce:
– Wyglądasz pięknie. – Oparł podbródek na ramieniu dziewczyny, wcześniej składając pełen czułości pocałunek na nagiej skórze.
Jak każdy mężczyzna noszący nazwisko Emerson, potrafił być czarujący, ale w przeciwieństwie do ojca i starszego brata od Taylora biło przyjemne, naturalne ciepło. Właśnie dlatego, mimo dzielących ich różnic, Fallon oddała mu serce. Kochała tego chłopaka tak mocno, że była w stanie znieść nawet niechęć jego rodziny.
W ciszy rozbrzmiał krótki sygnał telefonu, a ciemność na moment rozświetlił blady blask padający z urządzenia leżącego na komodzie.
Taylor mocniej objął talię Fallon, nie pozwalając jej ruszyć się z miejsca.
– To Noel – wyjaśniła, odnajdując spojrzenie chłopaka w odbiciu lustra. – Muszę odebrać.
– Nie musisz.
– Pojechał na imprezę do znajomego. Pewnie nie ma jak wrócić do domu i chce, żebym po niego przyjechała…