To prawda. Powiedziałam tak. Ale nie myślałam, że Aaron nas słucha. W przeciwnym razie w życiu nie przyznałabym się do tego głośno.
Ale najwyraźniej znalazł się w zasięgu mojego głosu. I teraz wiedział. Usłyszał, jak otwarcie się do tego przyznaję, i właśnie wywalił mi to prosto w twarz. I choć powtarzałam sobie, że mnie to nie obchodzi – że nie powinno obchodzić – i tak poczułam ukłucie bólu. Poczułam się jeszcze bardziej samotna, beznadziejna i żałosna.
Przełykając grudę w gardle, odwróciłam wzrok i pozwoliłam, by spoczął gdzieś w pobliżu jego jabłka Adama. Nie chciałam widzieć, co ma wymalowane na twarzy. Kpinę. Litość. Nieważne. Nie musiałam wiedzieć, że jeszcze jedna osoba myśli o mnie w ten sposób.
To jego gardło zadziałało jako pierwsze. Zauważyłam to, bo tylko na nie pozwalałam sobie patrzeć.
– Jesteś zdesperowana.
Zgromadzone w płucach powietrze wyrwało się z dużą mocą z moich ust. Skinienie głową – tylko tym go zaszczyciłam. I nawet nie wiem, czemu to zrobiłam. To nie w moim stylu. Zwykle walczyłam tak długo, aż polała się jego krew. Bo tak właśnie między nami było. Nie oszczędzaliśmy swoich uczuć. Nic nowego.