– Czy Rosie nie zasugerowała, że być może gdybyś usiadła z tyłu i starała się nie zwracać na siebie uwagi, to nikt by nie zauważył, że przyjechałaś sama?
Głowa przyjaciółki znalazła się na linii mojego wzroku.
– Zasugerowałam. Zasugerowałam też, żeby włożyła stonowane kolory, a nie olśniewającą czerwoną sukienkę, która…
– Rosie – przerwałam jej. – Nie pomagasz.
Aaron bez mrugnięcia powieką powrócił do wspominania.
– Czy nie zareagowałaś na to, przypominając Rosie, że jesteś pierdzieloną (twoje słowo) druhną i dlatego wszyscy, łącznie z ich matkami (również twoje słowa), i tak cię zauważą?
– Dokładnie – padło potwierdzenie z ust Panny Zdrajczyni.
Gwałtownie odwróciłam głowę w jej kierunku.
– No co? – wzruszyła ramionami, podpisując na siebie wyrok. – Powiedziałaś tak, kochana.
Potrzebowałam nowych przyjaciół, natychmiast.
– Powiedziała – przytaknął Aaron, znów przyciągając mój wzrok i uwagę. – I czy nie twierdziłaś, że twój były chłopak jest drużbą, i myśl, że staniesz w jego pobliżu samotna, beznadziejna i żenująco niesparowana (to znów cytat z ciebie), przyprawia cię o chęć obdarcia się ze skóry?