Tylko prawda. Rzeczywistość. Nie byliśmy przyjaciółmi. Ledwo się tolerowaliśmy z Aaronem Blackfordem. Traktowaliśmy się złośliwie, wytykaliśmy sobie błędy, krytykowaliśmy to, jak inaczej pracujemy, myślimy i żyjemy. Pogardzaliśmy różnicami. Na jakimś etapie w przeszłości byłam bliska rzucania strzałkami w jego zdjęcie. I niemal miałam pewność, że on zrobiłby to samo, bo nie tylko ja jechałam Autostradą Nienawiści. To była droga dwukierunkowa. Na dodatek to on spowodował w ogóle ten stan rzeczy. Nie ja zaczęłam z nim tę walkę. Więc dlaczego? Dlaczego udawał, że proponuje mi pomoc, i dlaczego miałabym zechcieć ją rozważyć?
– Być może desperacko poszukuję osoby towarzyszącej, ale nie aż tak. – Powtórzyłam. – Jak już mówiłam.
Westchnął zmęczony. Zniecierpliwiony. Wkurzający.
– Pozwolę ci się nad tym zastanowić. Wiesz, że nie masz innych opcji.
– Nie mam się nad czym zastanawiać. – Machnęłam ręką w powietrzu między nami, ucinając tę kwestię. A potem wyszczerzyłam się w stylu sztucznego, szerokiego uśmiechu Rosie. – Prędzej wzięłabym ze sobą szympansa w garniturze niż ciebie.
Uniósł brwi, a w jego oczach pojawił się jakby ślad rozbawienia.