– Doprowadzające do szału? Obraźliwe? Dziwaczne? – podsunęłam jej, ukrywając twarz w dłoniach.
– Nieoczekiwane – odparła. – I ciekawe.
Spojrzałam na nią między palcami i zobaczyłam, że kąciki jej ust się unoszą.
– Twoja przyjaźń została unieważniona, Rosalyn Graham.
Zachichotała.
– Wiesz, że wcale tak nie myślisz.
Nie myślałam. Nigdy się mnie nie pozbędzie.
– A więc… – Rosie wzięła mnie pod rękę i poprowadziła korytarzem. – Co zamierzasz?
Z moich ust wydobyło się drżące westchnienie, zabierając z sobą resztki mojej energii.
– Nie… nie mam zielonego pojęcia.
Ale jedno wiedziałam na pewno: Nie zamierzałam przyjmować oferty Aarona Blackforda. Nie był moją jedyną szansą, a już z pewnością nie był najlepszą. Nie był niczym. A zwłaszcza nie moją osobą towarzyszącą na weselu siostry.
[1] Por Dios (hiszp.) – na litość boską. Wszystkie przypisy pochodzą od redakcji.