– Dzięki, Rosie. Dotarło do mnie – wycedziłam przez zęby. Nie chciałam się odwracać, bo czułam, że płoną mi policzki. Poza tym to oznaczałoby, że pozwoliłam mu wygrać w tę dziwną grę, którą prowadził. Jakby tego było mało, właśnie stwierdził, że nie jestem zabawna. On. – Jeśli możesz, przekaż, proszę, Aaronowi, że nie można się śmiać z żartów, a już na pewno nie można ich rozumieć, kiedy człowiek nie ma poczucia humoru. Byłabym wdzięczna. Dzięki.
Rosie podrapała się po głowie i spojrzała na mnie błagalnie. Nie każ mi tego robić, zdawało się prosić jej spojrzenie.
Zrobiłam wielkie oczy, ignorując prośbę i błagając bezgłośnie, żeby mnie posłuchała.
Odetchnęła, a potem wyjrzała zza mnie kolejny raz.
– Aaronie – zaczęła, a jej sztuczny uśmiech stał się jeszcze szerszy. – Lina uważa, że…
– Usłyszałem ją, Rosie. Dziękuję.