1
Przyszedł pan fasoli kupić? Do mnie? To przecież w każdym sklepie dostanie pan fasoli. Ale proszę, niech pan wejdzie. Psów się pan boi? Niech się pan ich nie boi. Obwąchają pana tylko. Kto pierwszy raz, muszą go obwąchać. Żebym to ja wiedział. Nie uczyłem ich tego. Same z siebie tak. Pies, jak człowiek, jest nieprzenikniony. Pan ma psa? To powinien pan mieć. Od psa można się dużo nauczyć. No, siadł, Reks, siadł, Łaps. Dosyć.
A swoją drogą, jak pan tu trafił? Nie tak łatwo do mnie trafić. Jeszcze teraz, po sezonie. Nawet spytać o mnie nie ma teraz kogo. Widział pan, w domkach żywej duszy. Dawno już powyjeżdżali. Mało nawet kto wie, że tutaj żyję. A pan po fasolę. Owszem, sadzę trochę fasoli, ale tyle, co dla siebie, to dużo mi potrzeba? Jak wszystkiego. Marchewki, buraczków, cebuli, czosnku, pietruszki, żeby swoje mieć. I powiem panu, nawet nie przepadam za fasolą. Zjeść zjem, bo prawie wszystko zjem. Ale nie przepadam. Czasem sobie zupy fasolowej ugotuję czy fasolki po bretońsku, ale to raz na jakiś czas. A psy nie jedzą fasoli.