Traktat o łuskaniu fasoli 2018
Wiesław Myśliwski — Literatura

Ruty używało się na choroby, samą czy z innymi ziołami. Na oczy, nerwy, rany, stłuczenia, przeciw zarazom. Piło się, przykładało. Uroki się odczyniało. A przede wszystkim panny wiły z ruty wianki. Przyciągała kawalerów. Sporo jej tu rosło, może stąd Rutka? Nie ma pan pojęcia, co to była za rzeka. Niewielka, jak to rzeki we wsiach. Płynęła w rozległej dolinie i w dolinie ciągnęły się łąki, a za doliną już pola. Miejscami szersza, miejscami węższa. W niektórych miejscach, gdy długo nie padało, można ją było po kamieniach przejść. Stanęło się nad brzegiem doliny, a niech tak słońce zza chmur wyszło, miało się wrażenie, że całą doliną Rutka płynie. Nieraz, co prawda, robiła się tak szeroka jak dolina, czy w czasie roztopów, czy gdy lało i lało. Wtedy by pan nie uwierzył, że to ta sama Rutka, taka groźna. Zalewała nie tylko dolinę, ale i na pola wylewała. Kto mieszkał niżej, musiał wyżej się przenosić. Wtedy tak, zemścili ludzie Rutkę, płakali na nią. Ale woda opadła i znów stawała się spokojna, przyjazna. Płynęła niespiesznie. Kij się nieraz rzuciło i szło się za nim wzdłuż brzegu, kto szybciej, pan czy Rutka. Nawet wolnym krokiem gdy się szło, zawsze się z nią wygrywało.