Wiła się, kręciła, a gdzie wpadała w zakola, zarastał ją tatarak, sitowie, grążele, nenufary. Zakwitła, to nie wyobraża pan sobie. Czy niechby pan tak posłuchał słowików w maju.
Nie wszędzie była płytka. Gdzie płytka, to płytka. Miała i głębsze miejsca. A jedno było najgłębsze. Tam chodzili się topić. Najczęściej młodzi, gdy im rodzice nie pozwalali się z sobą pobrać. Takich podobno najwięcej się tam utopiło. Mówiono, że od zawsze się tam topili, bo zawsze tam było najgłębiej. Z różnych zresztą przyczyn się topili. I nie tylko młodzi. Chociaż nie wszyscy się topili, niektórzy się wieszali. A Rutka płynęła, jak płynęła.
Nie uwierzy pan, ale wydawała mi się największą rzeką świata. Byłem nawet święcie przekonany, że wszystkie rzeki nazywają się Rutki i wszystkie z Rutki jak z matki się biorą. Zacząłem do szkoły już chodzić, a jeszcze nie mogłem uwierzyć, że są na świecie dużo większe rzeki, a każda inaczej się nazywa.