Sąsiadów nie wpuszczali inaczej, tylko przez furtkę od drogi. Furtka znajdowała się w skrzydle bramy, a brama to nie była taka zwykła brama. Dwa razy wysoka jak płot, nad nią dach gontem kryty i dwie figury po bokach. Nie pamiętam już, jakich świętych. Płot był też wysoki. Najwyższy we wsi był stryj Jan, ale i on, choćby stanął na palcach i wyciągnął rękę, nie dostał do szczytu. I deska przy desce tak ściśle zbite, że najmniejszej szpary. Przy furtce wisiała kołatka, musiało się tą kołatką zaklekotać, dopiero ktoś z domu wychodził i panu otwierał. A niechby pan spróbował od lasu, od razu z drągami do pana lecieli i psem szczuli. Trzeba było do furtki zawrócić i tą kołatką zaklekotać.