Umieram. To bezsensowne. Nie taki był plan, w każdym razie nie mój. Możliwe, że wszystko zmierzało do tego punktu. Ale bez mojej wiedzy. Mój plan nie był taki. Mój plan był lepszy. Mój plan miał sens.
Patrzę w lufę i wiem, że właśnie stamtąd nadejdzie posłaniec. Przewoźnik. Czas na ostatni śmiech. Światełko w tunelu może być iskrą zapalnika. Czas na ostatnie łzy. Mogliśmy razem zmienić to życie w coś dobrego. Gdybyśmy postępowali zgodnie z planem. Ostatnia myśl. Wszyscy pytają, jaki jest sens życia, a nikt nie pyta, jaki jest sens śmierci.
Stary człowiek przywodził Harry’emu na myśl astronautę. Komiczne drobne kroczki, sztywne ruchy, czarne martwe spojrzenie i monotonne szuranie butami po podłodze. Jak gdyby bał się, że straci kontakt z ziemią i uleci w przestrzeń kosmiczną.
Harry spojrzał na zegar na białej ścianie nad drzwiami wejściowymi. 15.16. Za oknem, na Bogstadveien, przesuwali się ludzie ogarnięci piątkowym pośpiechem. Niskie październikowe słońce odbiło się w bocznym lusterku samochodu, ledwie toczącego się w korku.