Dalej, Helge, popędził go w myślach Harry. O starzejącym się kierowniku oddziału też już dowiedział się niemało. Wiedział, że ma dwa królewskie pudle, że w domu czeka na niego żona i świeżo porzucona ciężarna córka. Że już się spakowały i były gotowe do wyjazdu do domku letniskowego w górach, gdy tylko Helge Klementsen wróci z pracy. I że właśnie w tej chwili Klementsen miał wrażenie, że znalazł się pod wodą, tak jak w jednym z tych snów, w których wszystkie ruchy są spowolnione, bez względu na to, jak bardzo człowiek się spieszy. W końcu pojawił się w polu widzenia Harry’ego. Bandyta obrócił krzesło Stine w taki sposób, że wciąż stał za nią, lecz teraz przodem do Helgego Klementsena. Kierownik jak wystraszone dziecko, które ma nakarmić konia, stał z górną połową ciała odchyloną w tył, a rękę trzymającą klucze wyciągał jak najdalej od siebie. Bandyta szepnął coś do ucha Stine, przesuwając broń na Klementsena, który zachwiał się i zrobił dwa niepewne kroki wstecz.
Stine znów odchrząknęła.
– On mówi, że masz otworzyć bankomat i włożyć te dwie nowe kasety z pieniędzmi do czarnej torby.
Helge Klementsen jak zahipnotyzowany wpatrywał się w karabin skierowany prosto w niego.