Dwoje ludzi uchwyconych w momencie, gdy jedno z nich akurat przekazało drugiemu wyrok śmierci. Zamaskowana twarz o dwie szerokości dłoni od tej drugiej twarzy, odsłoniętej. Kat i jego ofiara. Lufa karabinu skierowana w zagłębienie szyi i małe złote serduszko zawieszone na cienkim łańcuszku. Harry nie widział tego, lecz i tak czuł jej puls bijący pod cienką skórą.
Stłumiony jękliwy dźwięk. Harry nastawił uszu. Ale to nie były syreny policyjne, tylko telefon dzwoniący w sąsiednim pomieszczeniu.
Bandyta obraca się i patrzy na kamerę umieszczoną na suficie za kontuarem. Podnosi do góry rękę z rozstawionymi pięcioma palcami, obciągniętymi czarną rękawiczką. Potem zamyka dłoń i wystawia palec wskazujący. Sześć palców. Sześć sekund poza wyznaczonym czasem. Znów obraca się do Stine, chwyta broń obiema rękami, trzymając ją na wysokości bioder, a lufą celując w głowę urzędniczki. Staje z lekko rozstawionymi nogami, aby przyjąć odrzut. Telefon nie przestaje dzwonić. Minuta i dwanaście sekund. Pierścionek z brylantem błyska, gdy Stine lekko unosi rękę, jakby chciała komuś pomachać na pożegnanie.