Jest dokładnie godzina 15.22.22, kiedy bandyta naciska spust. Strzał jest krótki, przytłumiony. Krzesło Stine odsuwa się do tyłu, a jej głowa tańczy na szyi jak u popsutej lalki. W końcu krzesło się przewraca. Rozlega się głuche stuknięcie, gdy głowa urzędniczki uderza o krawędź biurka, i Harry przestaje ją widzieć. Nie widzi już także reklamy nowego funduszu emerytalnego Nordei, przyklejonej na zewnątrz szyby nad kontuarem, bo jej tło zabarwia się nagle na czerwono. Słyszy jedynie nieustający telefon, dzwoniący uporczywie, ze złością. Bandyta przeskakuje ponad kontuarem, podbiega do leżącej na środku torby. Harry musi się zdecydować. Bandyta łapie torbę, a Harry podejmuje decyzję. Gwałtownym ruchem zrywa się z krzesła. Sześć długich kroków. I już przy nim jest. Podnosi słuchawkę.
– Proszę mówić.