Rozdział 1
Było, jak mówię. Zawadził o laskę. Nie wiem, dlaczego się obejrzał. Nikt za nim nie schodził. Oczywiście, że go poznałem. Mimo że zmienił się nie do poznania, trudno się nie zmienić po tylu latach. Nie dawałem jednak poznać po sobie, że go poznaję. Może dlatego myślał, że go nie poznaję. Udawałem, że jest dla mnie jednym z tych, którzy ciągle schodzą lub wchodzą po tych schodach. Zastanawiałem się nawet, czy go nie ostrzec, żeby nie schodził do tej dawnej dzikiej, zielonej doliny, bo jej już nie ma. Starzy ludzie lubią jednak odwiedzać miejsca, których nie ma i nie wiadomo, czy kiedykolwiek były. Nie rozumiem, jaka tęsknota ich tak ciągnie. Niestety, starcze tęsknoty bywają groźne. Gdybyż jeszcze po płaskim można było do tej doliny dojść, może bym go zrozumiał. Tylko że do żadnej doliny nie dojdzie się po płaskim, taka już natura dolin. Schodzić po tych schodach w jego wieku i o lasce, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa, a oczy rozmijają się w widzeniu nie tylko świata, lecz każdego kroku, który stawia się przed sobą, to to samo, co gdyby w młodości wyobrazić sobie, że zamiast rąk ma się skrzydła i sfruwa się w tę dolinę.