Spodziewałem się nie jego, a nieoczekiwanie on. Drżenie mnie ogarnęło, wkuliłem się w siebie, chciałbym w tym momencie nie być ani tu, ani gdzie indziej. Wymacawszy pierwszy schodek laską, postawił niepewnie na nim stopę, po czym odważył się postawić drugą. Z podobnym mozołem zszedł na następny i następny. Niedołężny a uparty, pomyślałem. Dlaczego starzy ludzie są tak uparci, czyżby nie mogli darować tym, którzy po nich będą żyli?
Przystawał na krótszą, dłuższą chwilę na każdym schodku, patrząc sobie pod stopy, jakby niepewny, czy to tymi schodami zawsze schodził, wchodził, czy go może pamięć zawodzi. W jego wieku bywa, że pamięć zwalnia się z pamiętania, gdyż obciąża człowieka obowiązkami, którymi i tak jest dostatecznie zmęczony, tyle lat żyjąc. Macał laską każdy schodek poniżej, upewniając się, czy może bezpiecznie zejść. Najpierw lewą stopę stawiał na tym schodku, potem prawą. I z tą samą ostrożnością, spuszczając prawą stopę do lewej, schodził na następny schodek. Laska, którą trzymał w prawej ręce, wydała mi się niepewna, trzęsła mu się, gdy dotykał nią schodka.