– To wiadomo, że schodzi się w dół, nie w górę. – Siedział za biurkiem, wpatrując się z jakimś dziwnym natężeniem w moje oczy. – W dół, powiada pan? A jak by wyszedł z powrotem, skoro ledwo schodził, nie zastanowił się pan nad tym? W jego wieku i o lasce.
– Nie wiem. Może nie miał zamiaru już wychodzić.
– Nie miał zamiaru, powiada pan. A skąd pan wie, że nie miał zamiaru?
– Przypuszczam.
– To muszę panu oświadczyć, że pańskie przypuszczenia też mogą być dowodem. I możemy ich użyć przeciw panu, niezależnie, że pan przypuszcza na rzecz swojej niewinności. Każda rzecz ma dwie strony, każda myśl i każde słowo. Nic nie jest jednoznaczne, jak się panu zapewne wydaje. Jednoznaczność to złudzenie. To, że pan jedynie przypuszcza, zdradza pana, że coś się za tym kryje. A to jest najważniejsze, co się za czymś kryje. Wprawdzie zabezpieczył się pan tym „może”. Ale czasami tak się rzuca „może”, choć nie rzuca się też bez przyczyny. Słowa nami rządzą, powinien pan to wiedzieć. Na to nie trzeba matury. Nieraz nie chciałoby się jakiegoś słowa powiedzieć, a ono się samo powie. No, więc jak, bo coś się tu kupy nie trzyma. – Zamilkł jakby w oczekiwaniu na moją odpowiedź.