Młodzi to najtrudniejszy materiał do przesłuchań – kręcą, motają, wypierają się, nic dla nich kodeksy, paragrafy, im się wydaje, że młodość na wszystko pozwala. Za nic mają milicję. No, to przekonają się, kiedy będziemy drogowskazem świata.
W tym momencie wszedł jakiś starszy o gwiazdkę oficer i położył mu na biurku notatkę.
– Masz go już w garści? – spytał, spoglądając na mnie.
– Prawie.
– Co, taki twardy? Może podrzuć go Edkowi.
– Nie, poradzę sobie.
– Jak chcesz.
Po jego wyjściu rzucił wzrokiem na tę notatkę, którą mu tamten przyniósł, odłożył ją z tłumioną wściekłością na bok i z tą wściekłością rzucił się na Bronkę:
– Zostaw już to pismo, Bronka! Pisz!
– Cały czas piszę – obruszyła się Bronka. – Tylko nie mam co.
Wwiercił się równie wściekle oczami we mnie, jakby spodziewał się, że mi przynajmniej ręce zadygoczą.
– Wróćmy do tej laski.
– Wróćmy do tej laski, napisałam – powtórzyła Bronka.
– Jak ta laska wyglądała?
– Jak ta laska wyglądała? – znów Bronka.
– Przestań do cholery mi czytać, co piszesz! – O, wyraźnie był wściekły. – No, więc jak ta laska wyglądała?
– Zwyczajnie, jak laska.
– Dokładnie. Jakiego była koloru?
– Chyba czarna.
– Chyba czy czarna?
– Może być i czarna.