– Może być to nie jest odpowiedź. Zdaje się, nie rozumiecie, że jesteście przesłuchiwani na okoliczność, kto wie nawet, czy nie zabójstwa. W równym stopniu mogliście podstawić mu nogę, co on zawadził o laskę. Bo jak dotąd laski nie znaleźliśmy.
– Czarna – powiedziałem z lekka struchlały. Czułem, jakby zaczynał się z wolna dobierać do moich myśli.
– No, to kolor już mamy. A dalej?
– Dalej też czarna.
– Wy sobie kpicie ze mnie, tak? A ja chcę dać wam szansę.
Nie, nie kpiłem, nie śmiałbym. Może i głupio powiedziałem, ale to z nagłego zamieszania w głowie, że zaczął mi mówić „wy” i co się za tym kryje.
– A rękojeść?
– Co rękojeść?
– No, jaki kształt miała? Różne bywają. Tu jeden gość, a młody, jak i wy, chodził z laską, to miał rękojeść w kształcie głowy węża.
– Nie, półokrągła, gładka.
– A co jeszcze miała?
– Jeszcze to miała antypoślizgową nakładkę na końcu.
– To znaczy nie mógł się poślizgnąć, bo trzymała go. I spadł?
– Może dlatego, że trzymała go, a chciał zejść niżej. I zawadził.
Spojrzał na mnie, jakby pomyślał, sprytny jesteś, bracie, ale nie wywiedziesz mnie w pole.
– No dobra. Zostawmy tę laskę, póki nie znajdziemy.