O czym mógł marzyć, nie warto chyba przypominać, jako że marzenia w tym wieku są dość pospolite i powszechnie znane, więc każdy może sięgnąć do własnych. Wtem usłyszał zbliżające się kroki, a właściwie szelest jakby bosych stóp. Nie, to nie były jej kroki, poznałby od razu. Te były niespieszne, skradające się raczej, toteż nie opuściłby swoich marzeń, gdyby w bliskości niemal na wyciągnięcie ręki nie zakwiliło nagle dziecko. Rozwarł więc gwałtownie powieki, aż słońca jaskrawość go oślepiła i w tej jaskrawości ujrzał przed sobą Cygankę z niemowlęciem przy piersi.