Ponieważ wybuch – gdy już nastąpił – niewiele pozostawił w nienaruszonym stanie. Strzaskał kości i starł na proch wszystko, co tylko mógł, redukując wszelkie pobliskie życie do zwęglonych szczątków. Szyby zmieniły się w szrapnele, a fontanna zasyczała, gdy wpadały do niej płonące fragmenty budynku, cegieł, plastiku i ciał. Wściekła kula ognia pochłonęła muzykę i tańczących, posyłając pulsującą falę gorąca i powietrza wszystkimi czterema alejkami, zaś wiosenne manekiny w swoich nieskazitelnych ubraniach zostały wydmuchnięte zza wspomnienia witryn. Trwało to tylko sekundy, ale nigdy się nie skończyło i ci, którzy pozostali przy życiu – rodzice i krewni, kochankowie i przyjaciele – mieli na zawsze zapamiętać tę datę jako dzień nieodbieranych telefonów i samochodów pozostawionych na parkingach; dzień, w którym coś przypominającego słońce rozkwitło w niewłaściwych miejscach, wypalając swój niezacieralny obraz w życiu tych, których tam zastało.