I czy to nie było przyjemne? Flash mob, uświadomił sobie Samit. Wielki szał jakieś osiem czy dziesięć lat temu, odkryty na nowo przez kolejne pokolenie. Samit widział już raz flash mob na stacji Liverpool Street: znajdował się wtedy na obrzeżach i bardzo chciał dołączyć, ale coś – coś? zakłopotanie nastolatka – go wtedy powstrzymało i mógł jedynie obserwować, jak tłum wpada w radosną zaplanowaną spontaniczność. Jednak ten flash mob miał miejsce podczas jego zmiany, więc należało go powstrzymać, ale w tej chwili nie mógł zrobić nic – coś takiego zdołałyby teraz rozpędzić tylko psy i megafony. Nawet dorośli dawali się ponieść, wybijali letni rytm, a jeden, ten w samym środku, zaczął rozpinać guziki płaszcza. I na jedną ślepą chwilę Samita również porwała ta nabrzmiewająca radość bycia żywym, mimo wilgoci, mimo chłodu, i przyłapał się na tym, że jego usta się wykrzywiają – w uśmiechu albo żeby zaśpiewać refren: living for the sunshine woah-oh, i nawet Samit nie był tego pewien, i musiał unieść rękę do ust, żeby ukryć swoją reakcję. Tym gestem zasłonił zęby, na podstawie których później zidentyfikowano jego zwłoki.