Jerzyki ganiały się wysoko na błękitnym czerwcowym niebie. Rovery 2000 gładko zsuwały się z podjazdów domów imitujących epokę Tudorów i styl georgiański, a terenu osiedla strzegła przy każdym wjeździe biała brama.
Reggie poszedł ulicą Coleridge Close, skręcił w prawo w Tennyson Avenue, potem w lewo w Wordsworth Drive i wąską alejką do Station Road. Czuł, że ogarnia go potężny ból głowy, a nogi robią się wyjątkowo ciężkie.
Zajął swoje tradycyjne miejsce na peronie przed drzwiami z napisem „Budka telefonicza". Dołączył do niego Peter Cartwright. Karaibski bagażowy porządkował skraj dworcowego trawnika.
Stężenie pyłków w powietrzu było wysokie i wywołało u Petera Cartwrighta ostry napad kichania. Nie mógł znaleźć chusteczki, więc poszedł za róg szaletu przy wiadrach gaśniczych i wysmarkał się w specjalny dodatek „Guardiana" poświęcony Rodezji. Zmiął go i wyrzucił do zielonego kosza na śmieci.
– Przepraszam – powiedział, kiedy wrócił do Reggiego. – Ursula zapomniała o chusteczce.