Tord Schultz drgnął, ale nie zdążył odpowiedzieć na pożegnanie, mężczyzna już go minął i opuścił samolot. Głos miał szorstki i ochrypły, przekrwione oczy również świadczyły o tym, że dopiero się obudził.
Samolot był pusty. Cała załoga wysiadła, a na pasie już stał minivan z personelem sprzątającym. Tord Schultz zauważył, że mały krępy Rosjanin wyskoczył z samochodu pierwszy. Wbiegł na górę po schodach w żółtej odblaskowej kamizelce z widocznym logo firmy Solox.
See you.
Mózg Torda Schultza powtórzył te słowa na korytarzu prowadzącym do biura odpraw załogi.
– Nie miałeś jeszcze torby kabinowej na górze? – spytała jedna ze stewardes, wskazując na należącą do Torda walizkę na kółkach marki Samsonite. Nie pamiętał, jak tej dziewczynie na imię. Mia? Maja? W każdym razie przeleciał ją kiedyś w ubiegłym stuleciu na stop over. A może wcale nie?
– Nie – odparł Tord Schultz.
See you. „Do zobaczenia”. Czy raczej: „Widzę, że na mnie patrzysz”?