Po sprzątnięciu kabiny wyszli z samolotu. Załadowali niebieskie worki na śmieci na tył daihatsu i pojechali z powrotem do swoich pomieszczeń w terminalu. Przed zamknięciem lotniska na noc miała wylądować jeszcze tylko garstka samolotów. Iwanow spojrzał przez ramię na Jenny, szefową zmiany. Powiódł wzrokiem po ekranie komputera, na którym wyświetlały się godziny przylotów i wylotów. Żadnych opóźnień.
– Wezmę Bergen na dwadzieścia osiem – oświadczył Siergiej z twardym rosyjskim akcentem. Ale przynajmniej mówił po norwesku. Wielu jego rodaków mieszkało w Norwegii już od dziesięciu lat i wciąż musieli posługiwać się angielskim. Jednak wuj Siergieja, sprowadzając go tu przed blisko dwoma laty, jasno dał mu do zrozumienia, że będzie musiał nauczyć się norweskiego, pocieszając jednocześnie, że może siostrzeniec ma choć trochę jego talentu do języków.
– Mam ludzi na dwadzieścia osiem – stwierdziła Jenny. – Możesz zaczekać na Trondheim na dwadzieścia dwa.
– Wezmę Bergen – upierał się Siergiej. – Niech Nick weźmie Trondheim.
– Jak sobie chcesz. – Jenny popatrzyła na niego. – Nie zapracuj się na śmierć, Siergiej.