Usiadł na jednym z krzeseł stojących pod ścianą. Oparł się ostrożnie. Wciąż czuł ból skóry między łopatkami, w miejscu, którym zajmował się norweski tatuażysta. Korzystał z rysunków przysłanych Siergiejowi przez Imrego, tatuażystę z więzienia w Tagile, lecz ciągle pozostawało jeszcze sporo do zrobienia, zanim tatuaż będzie kompletny. Siergiej pomyślał o tatuażach adiutantów wuja, Andrieja i Piotra. Wyblakłe niebieskie kreski na skórze tych dwóch kozaków z Ałtaju opowiadały o dramatycznym życiu, pełnym bohaterskich czynów. Ale i Siergiej miał na swoim koncie jeden wyczyn. Zabójstwo. Było to drobne zabójstwo, ale już zostało wyryte na skórze igłą i tuszem pod postacią anioła. Może będzie kolejne. Tym razem duże. Jeśli to, co konieczne, okaże się koniecznością – tak powiedział wuj i kazał mu się szykować, przygotowywać psychicznie, ćwiczyć z nożem. Mówił, że przyjedzie mężczyzna. Nie było to pewne, ale prawdopodobne.
Prawdopodobne.