Po drodze w stronę Tollbugata było ich więcej. Ponieważ mieli związek z powodem, dla którego wrócił, próbował stworzyć sobie jakiś obraz. Rozstrzygnąć, czy jest ich więcej, czy mniej. Zauważył, że na Plata, niegdyś głównym bajzlu stolicy, znów kwitnie handel. Mały wyasfaltowany prostokąt po zachodniej stronie Jernbanetorget był Tajwanem Oslo, strefą wolnego handlu narkotykami stworzoną po to, by władze mogły do pewnego stopnia kontrolować, co się dzieje, i ewentualnie wyłapywać młodych kupujących pierwszy raz. Jednak w miarę jak interes się rozkręcał i Plata pokazała prawdziwą twarz Oslo jako jednego z najbardziej zagrożonych heroiną miast w Europie, miejsce to stało się wręcz atrakcją turystyczną. Sprzedaż heroiny i statystyki przedawkowań od dawna były plamą na honorze stolicy, ale mimo wszystko nie tak widoczną jak sama Plata. Gazety i telewizja karmiły resztę kraju obrazami odurzonej młodzieży. Zombi w centrum w biały dzień. Obwiniano polityków. Kiedy rządziła prawica, lewica grzmiała: „Za mało programów terapii”. „Kary więzienia to nowi narkomani”. „Nowe społeczeństwo klasowe prowadzi do powstawania gangów i handlu narkotykami w środowiskach imigrantów”.