Próbowała przenieść się w pamięci do swojej pierwszej nocy w tym domu, kiedy była młoda i wystraszona, a syreny wyły w ciemnej dali. Przypomnieć sobie, co tam już wtedy było – jakie przedmioty, jakie kształty, jakie wazony, obrazy i wyszywanki na rąbkach prześcieradeł. Niczego nie pamiętała. Przypomniała sobie głuchy odgłos pukania i zimną stópkę Hendrika w pościeli oraz uczucie, jakby ktoś wsadził jej w gardło pięść.
Na korytarzu rozległ się huk zatrzaskujących się okien. Isabel przestraszyła się i pobiegła w kierunku źródła dźwięku. Dobiegał ze starego pokoju jej matki – wietrzyła go za dnia i zostawiła otwarte okno. Nic się nie stało, nic się nie rozbiło, wiatr przewrócił tylko frontem do dołu ramkę ze zdjęciem na stoliku nocnym.
Fotografię wykonano pierwszego lata po wojnie. Jej matka, chuda jak trzcina, w długiej spódnicy, siedzi na ławce w ogrodzie, a za nią prężą się dumnie dwie jodły. Siedzi w grzecznej pozie, patrząc prosto w obiektyw.
Isabel ustawiła ramkę prosto na swoim miejscu.