Z okresu pobytu w bazie rozbitej na lodowcu Khumbu i zakładania pierwszych obozów utkwił jej z kolei w pamięci „ryk tysiąca tygrysów”, czyli wiatr oraz huk spadających lawin. „Lawiny spadały bez przerwy – wspominała. – Ich huk towarzyszył nam właściwie cały czas. Nie było określonych pór spadania lawin. Na szczęście baza stała w bezpiecznym miejscu. Czasami tylko podmuch spadających lawin łamał maszty namiotów lub bazę przysypywał pył śnieżny”[76].
Wanda trafia w bazie na Kurta Diembergera, zaprzyjaźnionego austriackiego himalaistę, który tłumaczy jej, że niechęć niemieckich alpinistów, z jaką się spotyka, wynika z tego, że Herrligkoffer uczynił ją zastępcą kierownika wyprawy. Ją, to znaczy – kobietę. Diemberger jest uczestnikiem wyprawy francuskiej, która chce zdobyć szczyt z wyprawą niemiecką. Wanda zna go z poprzednich wyjazdów i podobnie jak Szerpowie Diemberger w czasie ataku szczytowego okaże się jej sprzymierzeńcem.