Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

ROZDZIAŁ I

1.

W sali od­wie­dzin X Pa­wi­lonu wą­tła smuga świa­tła z tru­dem są­czyła się przez umiesz­czone pod su­fi­tem okna, a kraty rzu­cały na ściany cie­nie w kształ­cie krzyży. Le­on­tyna Ra­packa, z tru­dem po­wstrzy­mu­jąc łzy, wpa­try­wała się w okute że­la­zem odrzwia. Czas, który po­zo­stał do roz­po­czę­cia wi­dze­nia, zda­wał się roz­cią­gać w nie­skoń­czo­ność. Panna po­czuła dra­pa­nie w gar­dle, więc się­gnęła po chu­s­teczkę, ale nie zdą­żyła jej wy­jąć, bo usły­szała wy­cze­ki­wany od­głos kro­ków: pod­kute buty z każdą chwilą co­raz gło­śniej stu­kały o po­sadzkę. Jesz­cze chwila i drzwi roz­warły się ze skrzy­pie­niem, a dwóch uzbro­jo­nych żan­dar­mów wpro­wa­dziło aresz­tanta.

Ode­tchnęła z ulgą i unio­sła dłoń w ge­ście po­wi­ta­nia. Na­rze­czony na­tych­miast ją za­uwa­żył i nie oglą­da­jąc się na straż­ni­ków, do­padł do kraty.

Stali na­prze­ciwko sie­bie w mil­cze­niu. Le­on­tyna przy­ci­snęła rękę do piersi, pró­bu­jąc uspo­koić serce, i nie spusz­czała wzroku z uko­cha­nego. Za każ­dym ra­zem, kiedy go wi­działa, wy­da­wał się mi­zer­niej­szy. A prze­cież wy­sy­łała pro­wiant; oprócz niej wię­zień nie miał ni­kogo, kto mógłby się o niego za­trosz­czyć.