ROZDZIAŁ I
1.
Słońce z trudem przebijało się przez firanki, a przeciąg idący od uchylonych lufcików sprawiał, że zasłony lekko falowały. W powietrzu unosiła się woń octu i świeżej pasty do podłóg. Leontyna Rapacka z zadowoleniem rozejrzała się po lśniącym czystością pokoju. Nie był, co prawda, tak reprezentacyjny jak salon w dawnym mieszkaniu w Alejach Ujazdowskich, ale przypominał jej wnętrza, w których spędziła dzieciństwo. Zresztą nie potrzebowały większego lokum: zostały tylko we trzy i bez trudu mogły pomieścić się w czterech pokojach.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk dzwonka i odgłos pospiesznych kroków Pelagii. Usłyszała skrzypnięcie drzwi i ożywiony głos ciotki. Zerwała się z fotela dokładnie w chwili, kiedy Rozalia Reuttowa, jak zwykle piękna, pachnąca i wystrojona według najnowszej paryskiej mody, przekraczała próg salonu.
– Moja droga – powiedziała i czule objęła siostrzenicę – przepraszam, że przychodzę dopiero dzisiaj, ale Nelcia cały tydzień chorowała. Na szczęście już z nią lepiej... Tak się cieszę, że wróciłyście. Co z Helenką? Jak mama?