Fiakier skręcił w Świętokrzyską, a po kilku minutach wyjechał na Krakowskie Przedmieście tętniące swym zwykłym nerwowym rytmem. Eleganckie damy przechadzały się w towarzystwie dżentelmenów, pensjonarki spieszyły do szkoły pod opieką pokojówek. Dorożki i tramwaje wiozły ludzi zajętych swoimi sprawami. Wszystko było tak rozczulająco znajome – Leontyna nie miała wątpliwości, że znowu znalazła się w domu.
Wjechali w Senatorską, a potem w Miodową i wreszcie zatrzymali się nieopodal sądu, przed bramą kamienicy, w której mieściła się kancelaria mecenasa Paszkiewicza. Leontyna zapłaciła woźnicy i pomogła siostrze wysiąść z pojazdu.
– Nieźle mu się powodzi. – Helena poprawiła kapelusz i uważnie przyjrzała się ozdobnej bramie budynku.
– Jest wziętym adwokatem. Ojciec chyba sporo go nauczył.