– Dobrze, idźcie obie – westchnęła pani Amelia. – Tylko zabierzcie Pelagię.
– Proszę mamy, mam dwadzieścia cztery lata.
– Doprawdy nie masz czym się chwalić.
– Mam dwadzieścia cztery lata – powtórzyła Leontyna. – Jestem już w odpowiednim wieku, aby zaopiekować się siostrą. Hela, masz być zaraz gotowa, inaczej nigdzie nie jedziesz!
Nie minął nawet kwadrans, gdy obie panny Rapackie, osłonięte kapeluszami i parasolkami, wyszły z domu i zajęły miejsca w dorożce sprowadzonej przez pokojówkę.
Majowy dzień był wyjątkowo ciepły. Słabe porywy wiatru przynosiły ze sobą znajome i niezbyt przyjemne wonie miasta: na szczęście nie było jeszcze upałów, więc dało się swobodnie oddychać.
Leontyna popatrzyła na imponujące kamienice, które w ciągu ostatnich lat wyrosły przy Marszałkowskiej i uświadomiła sobie, że ogromnie stęskniła się za Warszawą. Dobrze, że wróciły. I tak kiedyś musiały zmierzyć się z przeszłością.