Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

W atła­so­wej po­ścieli spo­czy­wał po­stawny męż­czy­zna w śred­nim wieku. Na pierw­szy rzut oka mo­głoby się wy­da­wać, że śpi, ale kiedy Alek­san­der, dy­go­cząc z zimna i ze zde­ner­wo­wa­nia, po­świe­cił i przyj­rzał mu się le­piej, do­strzegł ciemną plamę krwi roz­le­wa­jącą się na gor­sie ko­szuli. Dal­sze oglę­dziny nie po­zo­sta­wiły wąt­pli­wo­ści, że ów czło­wiek nie żyje.

W tym cza­sie dziew­czyna nieco oprzy­tom­niała i nie spusz­cza­jąc oczu z Wo­ro­nina, za­częła wy­co­fy­wać się w stronę wyj­ścia. Po­li­cjant ru­szył za nią i jed­no­cze­śnie sta­rał się ze­brać my­śli.

Dok­tor, re­wi­zja, spi­sa­nie go­ści...

Za drzwiami ze­brał się tłu­mek wy­stra­szo­nych pen­sjo­na­riu­szek pod wo­dzą sa­mej Ma­dame. Nie po­ja­wił się za to ża­den z klien­tów. Zro­zu­miała ostroż­ność. Choć tym ra­zem na­wet ona nie po­może i wszy­scy, któ­rzy spę­dzili noc w za­mtu­zie, będą mu­sieli zło­żyć ze­zna­nia. W końcu mor­der­stwo to nie żarty.

– Po­li­cja śled­cza! – krzyk­nął Wo­ro­nin, uzna­jąc, że wy­star­czy tego in­co­gnito. – Nikt nie ma prawa opusz­czać lo­kalu!