Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

Drzwi ga­bi­netu znaj­du­ją­cego się na końcu ko­ry­ta­rza za­mknęły się z hu­kiem. Po­li­cjant po­pę­dził w tam­tym kie­runku. Szarp­nął za klamkę, ustą­piła bez pro­blemu. Wpadł do środka, a tam owio­nął go lo­do­waty po­dmuch idący od otwar­tego okna. Fi­ranki po­wie­wały na wie­trze ni­czym białe cho­rą­gwie.

Prze­ciąg zga­sił świece, więc wnę­trze oświe­tlała jedna lampa. Alek­san­der wy­tę­żył wzrok i ro­zej­rzał się do­okoła. Po­kój był więk­szy i bar­dziej luk­su­sowy niż ten, w któ­rym przy­szło mu spę­dzić wie­czór – praw­dziwy apar­ta­ment.

Wtem do­biegł go dziwny od­głos. Od­wró­cił głowę: w ką­cie, nie­opo­dal okna ku­liła się krą­gła blon­dynka owi­nięta ja­kąś ja­sną tka­niną.

Wo­ro­nin kil­koma su­sami po­ko­nał dzie­lącą ich od­le­głość i do­tknął ra­mie­nia pod­opiecz­nej Ma­dame Ste­iner.

– Co się stało?

Dziew­czyna była tak prze­ra­żona, że nie po­tra­fiła wy­du­sić z sie­bie słowa, ale trzę­sącą się ręką wska­zała mu ogromne łoże z bal­da­chi­mem zaj­mu­jące śro­dek po­koju.

Po­li­cjant, sta­ra­jąc się nie zwra­cać uwagi na co­raz więk­szy ziąb, chwy­cił lampę, a po­tem zbli­żył się do ko­tary i roz­chy­lił ją.