Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Lek­ce­wa­ży­łam po­trze­bę ta­blic na­wi­ga­cyj­nych, my­śląc so­bie bez­czel­nie, że to tyl­ko for­mal­ność, ta­ka umo­wa spo­łecz­na, że mu­si­my dzie­ciom po­de­tknąć pod nos te wy­kre­sy, a i tak bę­dą się uczyć ina­czej. Nas i świa­ta. Zro­zu­mie­ją lub nie, ale prze­cież te geo­me­trycz­ne mord­ki na bia­łym tle to na­sze uspra­wie­dli­wie­nie, nasz glejt na to, że coś zro­bi­li­śmy dla sko­mu­ni­ko­wa­nia na­szych dzie­ci z re­al­no­ścią. A prze­cież, jak wia­do­mo, trze­ba trzy­mać się moc­no pod­ło­ża rze­czy pod sto­pą. Tak my­śla­łam – do pew­ne­go mo­men­tu, któ­ry mi to my­śle­nie za­brał. Pa­mię­tam jak dziś dzień, gdy pię­cio­let­nia dziew­czyn­ka z przed­szko­la Ru­dej – nie­trzy­ma­ją­ca kon­tak­tu wzro­ko­we­go i bez­mow­na – mi­nę­ła mnie pew­ne­go dnia, po­chli­pu­ją­cą, w ko­ry­ta­rzu. By­łam prze­ko­na­na, że mnie nie wi­dzi, nie spoj­rza­ła na­wet. Że mam jesz­cze kwa­drans na smu­tek. A jed­nak. Gdy pro­wa­dzą­ca gru­pę po­szła na za­ple­cze, ma­ła zdję­ła plan­szę z „pła­czem” z kor­ko­wej ta­bli­cy i po­de­szła do mnie. Z plan­szy ster­cza­ły pi­nez­ki, jak­by zwierz z pa­pie­ru pró­bo­wał stra­te­gii obro­ny. Ta­bli­ca-jeż.