Gdy podzieliłam się z panią Joanną tą ryzykowną uwagą, powiedziała mi: „Świetnie, brawo, Grecy też musieli sobie jakoś radzić z rozumieniem emocji drugiego człowieka, pani Elizo, to bardzo ciekawe”. Tak, dlatego właśnie wyciągali z kangurzej kieszeni w chlamidzie właściwą maskę i mogli światu okazać, co należy. Wyraziście.
Zestawy min, jak to sobie nazywam, towarzyszyły nam od początku pracy terapeutycznej. Kilka elementarnych (smutek, radość, złość), kilkanaście bardziej skomplikowanych wykresów ludzkich twarzy mających pomóc w nawigacji. Kropki i kreski na mapie ludzkiego lotniska. Światełka ostrzegawcze, światełka przyzwolenia. Czy już można? Człowiek-port wysłał sygnał: kąciki ust poszły do góry. Jest uśmiech, można, będzie miękkie lądowanie. Otwiera się pas, da się posadzić maszynę.