Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Przed­szko­lan­ki cią­gle nie by­ło, a ja przed kar­tą z łez­ką przez do­bre pa­rę mi­nut zwi­ja­łam się w spa­stycz­nym pła­czu. Dziew­czyn­ka dziel­nie trzy­ma­ła plan­szę i wpa­try­wa­ła się w ścia­nę. Nie spoj­rza­ła na mnie ani ra­zu, nie drgnę­ła, a jed­nak tą pod­sta­wio­ną ta­bli­cą po­wie­dzia­ła mi wię­cej niż kto­kol­wiek na spo­tka­niach te­ra­peu­tycz­nych. Pod­rzu­ci­ła mi ta­jem­ni­cę, po­ka­zu­jąc: tym oto je­steś. Ow­szem, by­łam wy­łącz­nie i do­kład­nie tym: plan­szą pła­czu. Klę­cza­łam i ry­cza­łam, jak ma­ła dziew­czyn­ka, nad nie­szczę­ściem dziew­czy­nek, jej i mo­im. Tym­cza­sem gest sztyw­no, pa­te­tycz­nie wy­prę­żo­nych rą­czek po­więk­szał ją, pom­po­wał do roz­mia­ru ma­łe­go Moj­że­sza, trzy­ma­ją­ce­go ka­mien­ne ta­bli­ce. Mia­łam wra­że­nie, że plan­szą z łez­ką i pod­ków­ką mo­gła­by mi roz­trza­skać łeb.

Pro­wa­dzą­ca za­ję­cia wy­szła z po­ko­ju te­ra­peu­tów i za­sta­ła ta­ki wła­śnie ob­raz. Dwu­oso­bo­wą gru­pę na dy­wa­nie. Stra­ty psy­chicz­ne po stro­nie per­so­ne­lu wzię­łam na sie­bie.

To by­ło moc­niej­sze niż uścisk. Zo­sta­ło ze mną – sil­ne jak świa­dec­two i sło­ne jak wie­dza, że już nie mo­że­my wy­trzy­mać.