Nie spotkałam jej już nigdy. Ruda opuszczała przedszkole, a ona – nie wiem, nie dowiedziałam się, głupia. Były równolatkami. Rozmawiałam z terapeutką o trudnościach mojego dziecka, ale przy okazji spróbowałam dowiedzieć się czegoś o osobie, która stanęła przede mną jak przybyszka z innej planety. Podobno była inteligentna, dowiedziałam się. Podobno potrafiła rozwiązywać bardzo skomplikowane testy, dowiedziałam się. Wskazywała na właściwe rozwiązanie palcem czy łokciem, nie wiemy, ważne, że nigdy nie spojrzała wprost na tablicę obliczeń, na terytorium zadań. Jak to robiła? Mniej by mnie to intrygowało, gdyby miała w tym bezpieczny schron, ale nie wierzę w to, nie po akcji z tablicą.
– Nasza terapeutka mówiła, że miała pani zderzenie z tą, no, niską szatynką, co nie mówi. Ta to jest groza – zagadnął jeden z ojców.
– Groza? Dlaczego?
– No ona ma, powiem pani, coś wycięte. Czegoś nie ma w osobowości. Ja bym się nie zdziwił, jakby kogoś sprzątnęła kiedyś. Trudna sprawa.
– Trudna, ale nie dlatego.