Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

– No prze­cież mi po­wie­dzie­li, że ona nad pa­nią sta­ła z ja­kąś kart­ką! Ja wiem, na­sze dzie­ci ma­ją pro­ble­my, ale to nie zna­czy, że ma­ją się znę­cać…

Ach, więc to wpa­dło w ta­ką szu­fla­dę. Nie­zdol­na do em­pa­tii dziew­czyn­ka tre­su­je nie­swo­ją mat­kę, a ta nie wie, jak się za­cho­wać. Al­bo nie chce się za­cho­wać – i wy­cho­dzi z te­go po­kie­re­szo­wa­na.

Tu nie o to cho­dzi­ło. Ca­ły ten te­atr nie był o bra­ku uczu­cia, lecz o in­nym bra­ku. Im­puls zwę­dze­nia plan­szy na tym wła­śnie bra­ku wi­si. Ukra­dła znak, któ­re­go mo­gła użyć, by zna­leźć dro­gę do czy­je­goś świa­ta. By wyjść z klat­ki swo­je­go cia­ła i po­ka­zać go ko­muś, kto od­czy­ta. Plan­sze z mi­na­mi nie by­ły dla niej uciąż­li­wym za­da­niem do­mo­wym, lecz ko­dem. Pła­ka­łam, gdy przy­nio­sła mi łzę gra­ficz­ną. A ja zo­ba­czy­łam w tym pocz­tów­kę z we­wnętrz­ne­go świa­ta dziec­ka, któ­re mo­że i le­piej ode mnie wie, czym jest płacz. Wów­czas do­ce­ni­łam „sym­bo­le emo­cji”. I po­zwo­li­łam jej tra­fić.