I tak oboje czają się w ciemności. Na zewnątrz pada śnieg, puszysty, bezgłośny. Wewnątrz są sami w swych małych kawalerkach w starych, niszczejących budynkach. W obu mieszkaniach światło jest zgaszone. Oboje wypatrują powrotu drugiego. Siedzą w pobliżu okien i czekają. Wpatrują się w ciemne klitki po drugiej stronie uliczki i choć o tym nie wiedzą, spoglądają na siebie.