Wiatrołomy
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

– Oba­wiam się, że to nie­mo­żli­we – usły­sza­ła Her­man w gło­śni­ku. Mia­ła wra­że­nie, że roz­ma­wia z fleg­ma­tycz­nym bo­tem.

– Dla­cze­go? – zdzi­wi­ła się. – Prze­cież za­le­ża­ło mu na tym spo­tka­niu. Poza tym je­ste­śmy już w mie­ście – do­da­ła, tak­su­jąc wzro­kiem nie­wy­so­kie ka­mie­ni­ce wzdłuż dro­gi. Je­cha­li wol­no w dłu­gim sznu­rze aut, bo dwa pasy jezd­ni zwęża­ły się do jed­ne­go. Środ­kiem bie­gło re­mon­to­wa­ne to­ro­wi­sko tram­wa­jo­we. Ter­kot ma­szy­ny roz­łu­pu­jącej as­falt za­głu­szał głos w te­le­fo­nie.

– Cho­dzi o to... – kon­ty­nu­owa­ła ko­bie­ta – że mo­je­go męża nie ma...

– Ale prze­cież umó­wił się z nami! – Her­man we­szła jej w sło­wo, nie kry­jąc zło­ści.

– Nie dała mi pani do­ko­ńczyć – skar­ci­ła ją roz­mów­czy­ni. – Mo­je­go męża, pro­szę pani, nie ma od wczo­raj.

– Co to zna­czy? Wy­je­chał? – skrzy­wi­ła się po­li­cjant­ka.

– Nie. Za­gi­nął – wes­tchnęła Lu­cy­na Wit­berg i jej głos się za­ła­mał. – Tak jak moje uko­cha­ne dziec­ko.